MOWA NIENAWIŚCI
Raport 2001

Opracowanie i wprowadzenie

Sergiusz Kowalski i Magdalena Tulli
Otwarta Rzeczpospolita: Stowarzyszenie Przeciwko Antysemityzmowi i Ksenofobii
Kwerenda czasopism: Magdalena Bocheńska, Sergiusz Kowalski, Tadeusz Szejko i Magdalena Tulli

Prace sfinansowano w ramach KAP, Small Embassy Project programme Królewskiej Ambasady Niderlandów w Warszawie

SPIS TREŚCI:

I. Uwagi wstępne3

O czym będzie mowa?3

Zakres i zasady rejestracji6

Próba definicji8

II. Charakterystyka mowy nienawiści11

Narracja11

Klasyfikacja tematów i nieco statystyki11

Obcość jako wymiar podstawowy13

Obcość Żydów i innych mniejszości15

Obcość Europy18

Obcość obyczajowa: libertyni, homoseksualiści, feministki, sekty20

Swoi i obcy: ikonografia23

Dyskurs24

Cechy ogólne24

Schematy argumentacyjne i wyjaśniające25

Leksyka i frazeologia29

Słownik znaczeń uzgodnionych29

III. Dokumentacja35

Słowo35

Nasz Dziennik35

Nasza Polska37

Głos40

Najwyższy Czas43

Tygodnik Solidarność47

Obraz50

 


I. Uwagi wstępne

O czym będzie mowa?

Przedmiotem tego opracowania jest mowa nienawiści - zjawisko tyleż polskie, co uniwersalne, określane międzynarodowym terminem hate speech. Naszym głównym celem jest zaznajomienie opinii publicznej z tą specyficzną, zadomowioną w życiu publicznym i rządzącą się własnymi prawami formą komunikacji. Problem dotyczy między innymi powszechnie dostępnych pism o ugruntowanej pozycji. Uznaliśmy ich prezentację za potrzebną ze względu na szeroko rozpowszechnione w opiniotwórczych kręgach liberalnej i centroprawicowej inteligencji przekonanie, że chodzi tylko o kłopotliwy lecz nieistotny margines daleki od głównego nurtu życia publicznego. Temu uspokajającemu mniemaniu towarzyszą wyrażane często opinie, że poza nielicznymi, chętnie wskazywanymi wyjątkami (jak np. publikacje Leszka Bubla) zjawisko to nie przybiera form drastycznych i nie warto się nim zajmować.
Opinie takie, wygłaszane w dobrej wierze, świadczą przede wszystkim o niewiedzy. Dzięki wolności prasy, z jakiej wszyscy szczęśliwie korzystamy, pisma owe można kupić niemal w każdym kiosku z gazetami, w salonach "Ruchu" i Empikach w całym kraju. Co więcej, uczestniczą one w centralnym nurcie publicznej debaty, o czym świadczy choćby to, że niejednokrotnie udzielały im wywiadów znane osobistości świata polityki, nauki i kultury - przykładowo, w marcu 2000 r. marszałek Sejmu Maciej Płażyński, który sąsiadował na jednej stronie z ksenofobiczną karykaturą goszczonego przezeń w tym samym czasie prezydenta Republiki Federalnej Niemiec Johannesa Raua ("Nasza Polska" z 22 marca 2000, s. 3).
Trudno oczekiwać, by każdy, powodowany obywatelską troską, studiował regularnie "Naszą Polskę", "Nasz Dziennik", "Głos" czy "Najwyższy Czas" i "Tygodnik Solidarność". Wydaje się jednak, że powinni zapoznać się z tymi pismami asystenci prasowi polityków udzielających wywiadów, których zadaniem jest dbać o publiczny wizerunek swoich pracodawców. Przyznać należy, że w okresie objętym badaniem (styczeń - grudzień 2001 r.) przykładów obecności czołowych postaci życia publicznego na tych łamach było mniej niż w latach poprzednich. Nie znaczy to jednak, że należały do wyjątków.

Omawiane pisma powinni także znać publicyści zabierający głos w debatach o ksenofobii i antysemityzmie - można przypuszczać, że wielu z nich nie przeczuwa, ile nowego wniosłaby do ich wyobrażeń nawet wyrywkowa, a zwłaszcza uważna lektura. Mamy nadzieję, że nasze opracowanie pomoże tym, którzy nie mają czasu albo ochoty, żeby śledzić wymienione tytuły, dostarczy argumentów ludziom świadomym problemu i odbierze pewność innym, utrzymującym, że problem nie istnieje. Równie wątpliwe jest bowiem przekonanie o niskiej szkodliwości społecznej treści systematycznie wnoszonych na łamach tych pism do obiegu publicznego. Język, jakim pisze się tam o spisku światowego żydostwa i innych "obcych", szykujących zgubę Polsce, jest niejednokrotnie szokujący - przywodzi na myśl przez niewielu już pamiętane wzorce ONR Falangi, "Małego Dziennika" i propagandy Marca 1968.

W 1937 r. dość umiarkowane pismo endecji, poznańska "Kultura" (nr 27, "Żydzi we wspomnieniach"), donosiło, przykładowo, że Lwów "[...] zażydzony jest w sposób straszliwy, wprost oblepiony żydostwem. Mało tego, że Żydów widać tu wszędzie. O czymkolwiek się pomyśli, o cokolwiek zapytać, wszędzie, w pracy kulturalnej, oświatowej, w pracy nad uświadomieniem narodowym, na każdym kroku i każdą myślą wpada Polak na Żyda i potyka się o niego wszędzie". Dla porównania, w 2002 r. Tygodnik Katolicko-Narodowy "Głos" (nr z 13 lipca, s. 14) pisał: "Istotę i cel mesjanizmu żydowskiego oraz międzynarodowego Żydostwa stanowi pełna dominacja nad światem: podporządkowanie gojów rządom uprzywilejowanego "narodu wybranego"". Z tegoż numeru dowiadujemy się, że celem Żydów jest "zniszczenie tożsamości narodowej krajów Zachodu" i "stworzenie Wielkiego Izraela z Jerozolimą jako stolicą świata". Tamże inny autor proponuje rozwiązanie konfliktu bliskowschodniego - wysiedlenie Żydów, nie na Madagaskar tylko na Florydę: "Będzie to kolejna Ziemia Obiecana przez narody świata. Tym bardziej, że Żydzi nie mają szacunku dla Ziemi Świętej. Świadczą o tym ostatnie bombardowania Bazyliki Narodzenia Pańskiego". Nie ulega wątpliwości, że antysemici XXI wieku - niejednokrotnie posłowie i uczeni z profesorskimi tytułami - powielają wzory endeckie i moczarowskie, powtarzają ówczesne klisze propagandowe dostosowując je do współczesnych realiów.

Przytoczone cytaty pochodzą z okresu późniejszego niż wybrany do badań rok 2001 i świadczą dowodnie, że retoryka nienawiści nie wykazuje tendencji spadkowej. Te same wątki i sformułowania (leksyka i frazeologia), repertuary kategoryzacji, symbolizacji i argumentacji pojawiały się od lat, z podobnym natężeniem, we wszystkich analizowanych przez nas pismach. Rok 2001 nie wyróżniał się więc niczym szczególnym, może oprócz tego, że toczyła się wówczas wielka, ogólnonarodowa debata sprowokowana książką Jana Tomasza Grossa Sąsiedzi. Historia zagłady żydowskiego miasteczka (Pogranicze, Sejny 2000), przez co problem stosunków polsko-żydowskich uległ chwilowemu zaognieniu. Jednak według nas, od lat prasę tę studiujących, debata o Jedwabnem nie zwiększyła w istotny sposób liczby ani ciężaru tekstów na tematy polsko-żydowskie - raczej, podobnie jak znana sprawa Zachęty i jej byłej już dyrektorki Andy Rottenberg, stała się dogodnym pretekstem do powtórzenia po raz kolejny tego, o czym od dawna się mówiło, z odniesieniem do bieżących wydarzeń.

Mowa nienawiści, zwłaszcza w jej szczególnym wydaniu, jakim jest antysemityzm, nie jest, powtórzmy, zjawiskiem specyficznie polskim. Nie twierdzimy, że akurat u nas rozpleniła się szerzej niż w Niemczech, we Francji, w Austrii, Rumunii, Czechach czy na Węgrzech. Postawy te można spotkać wszędzie w Europie i poza nią - także w USA, Kanadzie i Australii - co więcej, są podobnie wyrażane, o czym przekonują prowadzone od lat lokalne studia na ten temat. Zdumiewa zwłaszcza powtarzalność - ba, identyczność - schematów myślowych, bez względu na odmienność tradycji, różnice kulturalne i historyczne dzielące wspomniane europejskie kraje, z których jedne przeżyły komunizm, inne zaś były przychylnym wyrokiem historii z doświadczenia tego zwolnione.

Różnica na tym jednak polega, że m.in. w Niemczech treści skrajnie ksenofobiczne nie są publicznie dostępne. Aby kupić tam gazetę, w której omawiane są ze szczegółami antynarodowe, żydowskie spiski nie wystarczy odwiedzić kiosku za rogiem - trzeba wejść w krąg nielegalnej dystrybucji, gdzie jest ona kolportowana w gronie zaufanych osób, w domyśle przyszłych członków radykalnej organizacji. W Republice Federalnej Niemiec, gdzie żyje wielomilionowa rzesza imigrantów, przemoc fizyczna wobec "obcych" jest nieporównanie częstsza niż u nas, ale to, co można by nazwać upublicznioną przemocą werbalną, okazuje się - odwrotnie - zjawiskiem znacznie rzadszym. To samo można powiedzieć o Francji czy Belgii, gdzie radykalni narodowcy zyskują rosnące poparcie dzięki antyimigracyjnej, godzącej w "obcych" retoryce. Nie są oczywiście immunizowane na ksenofobię kraje Europy Środkowo-Wschodniej, a pod względem osadzenia w głównym nurcie życia politycznego i kulturalnego antysemityzm węgierski zdaje się dystansować polski.

Do nas jednak, żyjących w Polsce i umiejących czytać z niuansami polskie gazety, należy dostrzeżenie i opisanie rodzimej wersji hate speech, bowiem nasza, polska zbiorowość polityczna i kulturalna obchodzi nas przede wszystkim. Niemcy, Francuzi, Austriacy, Rumuni, Czesi i Węgrzy mają co opisywać u siebie i należy mieć nadzieję, że będą to czynić. Nie chodzi tu o licytację win i krzywd, tylko wspólne przyjrzenie się złu przekładalnemu, co wyraźnie widać, na każdy język i każdą kulturę.

Poza zewnętrznym wydźwiękiem propagandowym jest też wydźwięk wewnętrzny. Przeciw opisywaniu polskiej ksenofobii i antysemityzmu, zwłaszcza w poczytnej prasie, wysuwa się często poważny argument. Jest to - powiada się - bezpłatna reklama, na jaką środowiska te nigdy nie mogłyby sobie pozwolić, niezamierzona przysługa, de facto propaganda antyse­mickich treści (tak m.in. argumentowano, kiedy w 1991 r. "Gazeta Wyborcza" opublikowała wywiad z Bolesławem Tejkowskim, ówczesnym wodzem radykalnej prawicy; por. K. Wolicki, "Nieprzyzwoitość", "Gazeta Wyborcza" z 10 lipca 1991). Porównywano te niepokojące zjawiska do otorbionej infekcji, a za sugestią, by jej nie tykać - inaczej, słyszymy, rozleje się szerzej - kryło się przeświadczenie, że zjawisko to ma ograniczony, wąski zasięg, że można je izolować, przemilczeć. Wielu uległo iluzji, że nienawiść można uleczyć milczeniem. Naszym zdaniem taki sposób postępowania prowadzi wbrew intencjom do legitymizacji mowy nienawiści jako równoprawnej ideowej i historycznej narracji, a także do politycznego awansu środowisk wnoszących ją do publicznego obiegu.

Książka nasza składa się z czterech części. Pierwsza (Uwagi wstępne) ma charakter informacyjny. W drugiej (Charakterystyka mowy nienawiści) omawiamy metodologię i zgromadzony materiał. Jest to wstępna próba wyodrębnienia, sklasyfikowania i zanalizowania typowych, charakterystycznych dla mowy nienawiści narracji i schematów argumentacyjnych, w tym sposobów definiowania swoich i obcych. Dołączając "słownik znaczeń uzgodnionych" analizujemy także warstwę leksykalną i frazeologiczną, owo instrumentarium nadające dyskursowi nienawiści jego charakterystyczną formę. Trzecia, najważniejsza i najobszerniejsza część (Dokumentacja) zawiera opatrzone bieżącym komentarzem wypisy z pięciu tytułów prasowych: "Naszego Dziennika", "Naszej Polski", "Głosu", "Najwyższego Czasu" i "Tygodnika Solidarność". Cytaty te uzupełniają omówione osobno reprodukcje publikowanych głównie w "Naszej Polsce" i rzadziej "Głosie" karykatur autorstwa Juliana Żebrowskiego (zmarły niedawno karykaturzysta, przed wojną związany z ONR, a do niedawna z "Naszą Polską" i "Głosem"). Czwarta część to aneks - kalendarium aktów przemocy mających ksenofobiczne (antysemickie, rasistowskie i neonazistowskie) podłoże, sporządzone przez współpracowników stowarzyszenia "Nigdy Więcej" z różnych miast i miejscowości. Jakkolwiek głównym naszym celem była rejestracja aktów nienawistnej mowy, za stosowne uznaliśmy poinformowanie Czytelników o tym, że słowo może przemienić się w czyn, agresja werbalna w napaść i pobicie. Opisy przestępstw popełnionych na tle zideologizowanej nienawiści są wymowną ilustracją przenikania się publikacji prasowych i życia. Autorzy cytowanych pism nigdy nie nawoływali wprost do przemocy - do bicia i zabijania - ale nie możemy wykluczyć, a i oni sami wykluczyć nie mogą, że tendencyjny, nienawistny obraz "obcego" wyzwoli w kimś ślepy gniew szukający ujścia, albo pomoże obrócić już istniejącą frustrację we wskazanym kierunku.

Nie było naszym zamiarem przeprowadzenie systematycznych badań ilościowych, zwłaszcza statystycznych. W przypadku każdego pisma podajemy oczywiście niezbędne dane o objętości i orientacyjnym nakładzie, jeśli jest znany (za najnowszym Katalogiem mediów polskich, Uniwersytet Jagielloński, Kraków 2002) oraz informujemy o formach kolportażu i innych cechach pisma pozwalających wyrobić sobie opinię na temat jego rangi na rynku medialnym. Omawiamy genezę, a w czterech przypadkach (poza "Głosem", który nie oferuje takiej możliwości) cytujemy dostarczoną przez pismo (wersja internetowa) autoprezentację.

Z założenia koncentrowaliśmy się na treściach, poddając je wstępnej, jakościowej analizie; naszą intencją było od początku zaprezentowanie opinii publicznej mowy nienawiści - jej natury i zasięgu. Mając na uwadze to drugie nie ograniczyliśmy się do wyszukania w omawianym materiale typowych tez i argumentów zilustrowanych paroma typowymi cytatami. Przeciwnie, aby dać pojęcie o rozmiarach i intensywności zjawiska, dążyliśmy do kompletności, staraliśmy się uwzględnić w wyznaczonych granicach 2001 roku wszystkie wypowiedzi odpowiadające przyjętym kryteriom. Postępowanie takie ma zasadniczą wadę - powiększa znacznie rozmiary naszego opracowania. Biorąc do ręki ten tom Czytelnik może odczuć jego przykry ciężar, a co za tym idzie, pewne zniechęcenie. Ludziom przekonanym, że antysemityzm i inne formy ksenofobii są w Polsce poważnym problemem wydać się może, że przytaczanie kolejnych, nużąco podobnych sformułowań mija się z celem. Inni - powiedzmy historyk idei studiujący idee właśnie, a nie ich rozpowszechnienie i sposoby prezentacji, złożone mechanizmy publicznej komunikacji - doda, że choć "zniżamy się" do badania ideologii potocznych, nie zaś, jak to się zwykle czyni, sumy refleksji uznanych myślicieli, winniśmy postępować podobnie, czyli wyselekcjonować z obszernego materiału poszczególne myśli i nimi się zajmować ilustrując to ewentualnie paroma przykładami.

Niniejszy tom nie jest jednak akademickim studium mowy nienawiści, tylko suchym raportem prezentującym to zjawisko. Uznaliśmy, że zamiast streścić i omówić kilkanaście typowych ksenofobicznych (głównie antysemickich) idei i pomysłów narracyjnych - i zapewnić, że jedne występują często, a inne jeszcze częściej - dobrze będzie dostarczyć opinii publicznej pełną dokumentację. Niech zamiast polegać na naszym zdaniu Czytelnik sam rozstrzygnie, jak skrajne są to poglądy i jak często powtarzane. Książka ta jest w naszym rozumieniu materiałem dowodowym wspierającym akt oskarżenia przeciwko ksenofobii i tolerancji wobec niej. Materiał dowodowy musi być, z natury, długi i nudny, ale przede wszystkim rzeczowy i kompletny - nie może zwłaszcza posługiwać się formułą "i tak dalej".

Zakres i zasady rejestracji

Pominęliśmy skądinąd znane, skrajne publikacje neofaszystowskie i antysemickie, m.in. "Szczerbiec", biuletyny Narodowego Odrodzenia Polski, "Tylko Polskę" (pismo Leszka Bubla) i liczne neonazistowskie fanziny (środowiskowe pisemka młodzieżowych subkultur). Wyłączyliśmy je właśnie z uwagi na ich nieobecność w głównym nurcie dyskursu publicznego. Chcieliśmy wykazać, że zasięg mowy nienawiści w swym radykalnym wydaniu nie ogranicza się do rozpoznanych, izolowanych ekstremów. Gotowość do obsadzenia Leszka Bubla w roli głównego, może jedynego antysemity ma często na celu wykazanie, że enklawa antysemityzmu jest wąska i egzotyczna (np. w "Tylko Polsce" przeczytać można, że poseł Antoni Macierewicz z Ligi Polskich Rodzin naprawdę nazywa się Izaak Singer). Obsadzenie Bubla w owej roli przynosi uspokojenie, odbiera zjawisku jego ponury sens, usypia. Lecz pisma Bubla, podobnie jak biuletyny neofaszystów z NOP, są faktycznie zjawiskiem marginalnym w przeciwieństwie do innych pism - tych, którymi się zajmujemy - szeroko czytanych i traktowanych jak najpoważniej przez rozpowszechniające je w całym kraju największe firmy kolporterskie kierujące się zapewne tylko rachunkiem ekonomicznym, a także przez użyczające owym pismom swojego autorytetu osoby publiczne.
Bardziej prozaiczne względy (wysokie koszty i szczupłość personelu badawczego) zadecydowały o nie uwzględnieniu Radia Maryja, a także innego zjawiska, jakim są wszechobecne, głównie antysemickie graffiti. Jak wiadomo ze wcześniejszych, wyrywkowych studiów (m.in. S. Kowalski, "Satelitarna ambona ojca Rydzyka", "Gazeta Wyborcza" z 31 maja 1997), retoryka toruńskiej rozgłośni ojców redemptorystów łączy jawnie wyrażaną mowę nienawiści ze znacznie częstszym, zawoalowanym sposobem komunikowania tych samych treści. Jednak roczna rejestracja audycji radiowych jest ogromnym przedsięwzięciem, wykraczającym daleko poza nasze możliwości. Te same powody sprawiły, że pominęliśmy graffiti. Mamy jednak nadzieję, że zadania te zostaną podjęte w przyszłości.
Warto zaznaczyć, że z powodów zasadniczych nie wymieniamy wszystkich wstępnie objętych rejestracją tytułów, które w oparciu o wcześniejsze obserwacje mogliśmy posądzać o te tendencje. Wymieniamy wyłącznie te, w których odnaleźliśmy w badanym okresie liczne przejawy mowy nienawiści (a nie tylko akcydentalne i mniej drastyczne, choć niekiedy podobne sformułowania). Nie chcieliśmy zestawiać ich na jednej liście z pismami jawnie ksenofobicznymi, gdyż wedle nas byłoby to nieuczciwe.

Dokumentując mowę nienawiści nie uwzględniliśmy też - z założenia - pism takich, jak tygodnik "Nie", znany szeroko z częstych, obraźliwych komentarzy łamiących wszelkie ogólnie przyjęte standardy publicznej przyzwoitości, oraz inne pisma, zaliczane w powszechnym obiorze do prasy lewicowej. Dzielenie zjawisk na prawicowe i lewicowe nie było potrzebą autorów tego raportu: z takiego podziału nic by dla nas nie wynikało. Pojawił się on w momencie, kiedy musieliśmy odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego właściwie jest tak, że wszystkie pisma, które dostarczyły nam powodu, by zwrócić na nie uwagę, uchodzą za radykalnie prawicowe. Otóż wpłynęła na to przyjęta przez nas definicja, omawiana szerzej w następnym rozdziale, a określająca przedmiot naszych badań jako wyraz nienawiści kolektywnej, adresowanej do zbiorowości "naturalnych", wyznaczonych przez rasę, narodowość, płeć i wyznanie, do których nie przynależy się z racji swobodnie wybieranych przekonań (religię dziedziczy się zwykle po środowisku rodzinnym). Drugim powodem, dla którego nie zajmujemy się "Nie" i innymi pismami uznanymi za lewicowe jest obserwacja, że poza odosobnionymi przypadkami we współczesnej Polsce (i Europie) lewicowa nienawiść nie prowadzi już do zbrodni, zaś nadal prowadzi do niej nienawiść identyfikująca się i identyfikowana z prawicą. Opis nienawistnej mowy o orientacji prawicowej uzupełniamy kalendarium prawicowej przemocy. W przypadku hate speech lewicy musielibyśmy cofnąć się o kilkadziesiąt lat wstecz, do czasów stalinowskiego terroru legitymizującego się marksistowską, a więc lewicową ideologią lub - biorąc pod uwagę demokratyczny Zachód - późniejszych zamachów grupy Baader-Meinhoff i Czerwonych Brygad. W naszym kręgu kulturowym (i w naszych czasach) lewicowy terror przeżył się, a dawni terroryści, jeśli nie zginęli, z wolna osiągają wiek emerytalny. Skapitulowali, jak wiadomo, bez wyznaczenia następców lub przeszli głęboką metamorfozę. Jednym z wyjątków godnych uwagi i być może zapowiadających powrót lewicowej przemocy jest zabójstwo przywódcy antyimigracyjnej holenderskiej prawicy Pima Fortuyna przez ekologa-radykała. We Włoszech wspomniane Czerwone Brygady znów atakują, jednak w odróżnieniu od lat 70. działają w społecznej pustce i politycznej izolacji (por. M. Jędrysik, "Powrót Czerwonych Brygad", "Gazeta Wyborcza" z 25 lipca 2002).

Z prawicą jest inaczej. Jak przed 30, 50 i 100 laty, tak i dziś - wskutek pokoleniowej amnezji i dziedziczenia wzorów - powracają te same schematy myślowe, które swego czasu doprowadziły do śmierci milionów, ów "folklor", który niejeden już raz zmusił narody do haniebnych czynów. O repetycji tej świadczy język i treść zarzutów czynionych zwłaszcza, jak dawniej, odpowiedzialnym rzekomo za całe zło świata Żydom i ich poplecznikom.

W prawicowych pismach znajdujemy niezliczone artykuły, w których kategorie swój i obcy zajmują absolutnie centralne miejsce, wystarczają, by wyjaśnić całą złożoność świata. Autorzy tych tekstów poświęcają czas, siły i talent, by zręcznie ubierając ksenofobię w mniej więcej kulturalne słowa, oskarżać "obcych" o czyny wołające o pomstę do nieba i tym sposobem wzbudzać lub pielęgnować nienawiść do każdego, kto nie mieści się w ich narodowo-katolickim, monotonnym i ubogim duchowo schemacie Polski i polskości. Raz po raz dowiadujemy się o istnieniu rozległego, antypolskiego i antychrześcijańskiego spisku Żydów, o wrodzonej podłości Ukraińców i niepowstrzymanej skłonności Niemców do Drang nach Osten. Ta sama prasa informuje wreszcie, że inne, zwłaszcza mniej znane religie to zbrodnicze sekty, których prawy Polak-katolik winien się wystrzegać.

Chociaż podział sądów i wypowiedzi na lewicowe i prawicowe nie jest dla naszych celów istotny, jak już zauważyliśmy pisma, które analizujemy przynależą do prawicy - tak się w każdym razie same definiują i tak są z reguły postrzegane. Jednak nie przez wszystkich. Różne pisma i ugrupowania toczą ze sobą od dawna spory o sens prawicowości i raz po raz odmawiają sobie nawzajem tego miana, posługując się różnymi kryteriami ideowej i teoretycznej natury. Odnotowując tę kontrowersję uchylamy się od odpowiedzi na pytanie, czy myślący tak, jak przez nas opisani, to prawica prawdziwa, czy raczej jej karykatura, gdyż, powtórzmy, nie jest to dla nas istotne.

Próba definicji

Nienawistna mowa znana jest od tak dawna, jak sama nienawiść i - co ciekawe - długo nie dostrzegano w niej odrębnego, godnego uwagi zjawiska. Trzeba było kilku rewolucji, dwóch morderczych wojen światowych, zagłady całych narodów, a także aktów ludobójstwa w czasach na pozór pokojowych, by ludzie zaczęli interesować się sposobami społecznej komunikacji, które poprzedzają nienawistne czyny albo im towarzyszą. Mowa nienawiści, to nowo ukuty polski odpowiednik anglojęzycznego terminu hate speech, powszechnie przyjętego zwłaszcza w kręgu takich instytucji, jak Index on Censorship, Amnesty International, Komitety Helsińskie, Centrum Wiesenthalla, European Commission against Racism and Intolerance czy Anti-Defamation League, zajmujących się m.in. rejestracją (monitoring) i zwalczaniem przejawów rasizmu, ksenofobii, antysemityzmu, nienawiści rasowej, religijnej i etnicznej. Wspomniane instytucje międzynarodowe nie operują precyzyjną definicją mowy nienawiści. W myśl definicji, którą tu proponujemy, pojęcie to obejmuje wypowiedzi (ustne i pisemne) i przedstawienia ikoniczne lżące, oskarżające, wyszydzające i poniżające grupy i jednostki z powodów po części przynajmniej od nich niezależnych - takich jak przynależność rasowa, etniczna i religijna, a także płeć, preferencje seksualne, kalectwo czy przynależność do "naturalnej" grupy społecznej, jak mieszkańcy pewnego terytorium, reprezentanci określonego zawodu, mówiący określonym językiem itp. Nasza robocza propozycja jest próbą uogólnienia praktyki przyjętej przez wspomniane instytucje walczące z rasizmem i ksenofobią, opartej na intuicyjnym rozumieniu zjawiska.
Niezbędne są tu pewne rozgraniczenia. Przede wszystkim odróżniać należy hate speech od hate crime, tzn. mowę nienawiści od przestępstw popełnianych na tym tle, m.in. aktów fizycznej przemocy, pobić, gwałtów i zabójstw; mowa nienawiści może towarzyszyć i zwykle towarzyszy hate crime, jednak niekoniecznie. Mimo wyraźnego powinowactwa przemocy werbalnej z przemocą fizyczną, nie należy mylić jednego z drugim. Trzeba także odróżniać szerszą kategorię, jaką jest mowa nienawiści, od karalnych w danym kraju form publicznej agresji werbalnej oraz pozawerbalnej (ikonografia transparentów i ulotek, rysunki i karykatury w pismach itp.); w tej kwestii przykładem w Polsce (i nie tylko) może być kłamstwo oświęcimskie, Auschwitzlüge, karalne na mocy ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej.
Różnica między mową nienawiści i nienawistnym czynem bywa szczególnie mocno akcentowana na gruncie amerykańskim, gdzie dominuje - ufundowane na wierze w Konstytucję, a zwłaszcza Pierwszą Poprawkę - przeświadczenie o nadrzędności wolności słowa nad innymi wartościami życia zbiorowego. Jak powiada Ursula Owen z "Index on Censorship": "Ameryka jako najmniej ocenzurowany kraj świata stoi twardo na gruncie Pierwszej Poprawki i art. 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, co oznacza, że niemal wszystkie próby ograniczenia mowy nienawiści są odrzucane przez Sąd Najwyższy" ("The speech that kills", "Index on Censorship" 1/1998, s. 32-39). W efekcie istnieje tam tendencja, by w zakres tego, co karalne nie włączać aktów mowy, a jedynie akty przemocy fizycznej. Jednak w wielu krajach europejskich - zapewne wskutek doświadczeń faszyzmu i drugiej wojny światowej, jakże odległych czasowo i terytorialnie w oczach Amerykanów - wrażliwość na zagrożenia związane z nienawistną mową jest nieporównanie wyższa, co sprzyja tworzeniu prawa mającego eliminować to zjawisko.

Pytanie, czy wolność słowa powinna być bezgraniczna, czy też ograniczona prawami innych, jest w Polsce dyskutowane również w środowiskach pragnących przeciwstawiać się antysemityzmowi i ksenofobii. Nie jest naszym zadaniem zajęcie stanowiska w tej sprawie, warto jednak odnotować, że polskie prawo z jednej strony uznaje za przestępstwo szerzenie nienawiści na tle etnicznym, rasowym i religijnym (art. 13 Konstytucji, art. 256 i 257 Kodeksu Karnego), z drugiej zaś, w konkretnych przypadkach, prokuratury z reguły odmawiają wszczęcia dochodzeń z oskarżenia publicznego. W uzasadnieniach czytamy np.: "Publikacje zawarte we wskazanych wyżej pismach mają niewątpliwie charakter skarżący, często wręcz szokujący, nie zawierają jednak treści, które można by uznać za nawoływanie do waśni na tle narodowościowym lub religijnym, nie zawierają również formułowanych wobec kogokolwiek zniewag. [...] Podkreślić należy, iż sformułowania zawarte w tekstach "Zamach na Boga" - nr 7/9 miesięcznika "Szczerbiec" czy "Jestem Polakiem" nr 1/39/2000 r. i "Święta wojna" - nr 4/30/1998, pismo "Nowa Sztafeta" [...] nie mają takiego charakteru. [...] Poglądy te znajdują przeważnie negatywny oddźwięk społeczny. Społeczna nieadekwatność danego zachowania nie przesądza jednak jako taka o fakcie popełnienia lub nie popełnienia przestępstwa, w tym przypadku ściganego z oskarżenia publicznego" (z uzasadnienia przekazanego 27 kwietnia 2001 r. przez Prokuraturę Krajową Otwartej Rzeczypospolitej - Stowarzyszeniu Przeciwko Antysemityzmowi i Ksenofobii).

Wyjaśnijmy, że w pismach, których w tym przypadku dotyczył pozew, stwierdza się, że Żydzi są mniejszością "o charakterze jednoznacznie antykatolickim i antypolskim" ("Szczerbiec", 7-9/2000) siejącą "dywersję, nie zdradę, gdyż zdradza tylko swój [...] Żyd żyje i działa skrycie" ("Tylko Polska", 18(31)/2000), mniejszością, której przedstawiciele "tak genialnie potrafią zwodzić i nabierać, a genialność podłości przekracza tu wszelkie granice przyzwoitości" (tamże), oraz "kradną wszystko, co można wynieść" (tamże, nr 4(6)/99). "W dzisiejszej Polsce w stosunku do Polaków zachowują się w sposób demonstracyjnie pogardliwy, zamiast wdzięczności za wieki tolerancji odpłacają nam nienawiścią" ("Jestem Polakiem" 1(33)/2000) oraz cechuje ich "od wieków po dzień dzisiejszy nielojalność, przestępczość i wręcz wroga postawa wobec interesów Polski" (tamże). "To sami Żydzi sprawili, że każdy Polak ma dzisiaj do wyboru: albo zostać antysemitą, albo złotrzoną, sprzedajną łachudrą" (tamże). Proponowane są w tych pismach następujące środki zaradcze: "Zgoda na piastowanie przez nich [Żydów] znacznej części stanowisk, na których podejmowane są decyzje określające losy państwa i narodu, jest prostą drogą do zguby" ("Jestem Polakiem", 1(33)/2000), "Nie można bowiem dopuścić, by choroba - pogaństwo, w tym i współczesny judaizm - wymknęła się spod kontroli i zagrażała życiu niewinnych ludzi. Tak, jak kiedyś izolowało się dotkniętych trądem, tak dzisiaj izolować należy ogniska zapalne tej stokroć groźniejszej choroby" ("Nowa sztafeta", 4(30)1998).

Prokuratorzy uzależniają decyzję o wszczęciu postępowania od tego, czy padły słowa "powszechnie uznane za obraźliwe", albo czy nawoływano otwarcie do fizycznej przemocy. Jak wynika z naszego raportu, nie jest trudno szerzyć nienawiść unikając wulgarnych słów i otwartych nawoływań do zbrodni. Większość z zarejestrowanych przez nas wypowiedzi głosi nienawiść na tle rasowym, etnicznym czy religijnym w sposób zawoalowany, przy pomocy metafor, sugestii i generalizacji. Przykładem mogą być generalizacje: Żydzi en masse są podli i niewdzięczni, odpowiadają za komunizm, a dziś spiskują przeciw nam, Polakom, chcą nas poniżyć i obrabować. Do tej samej kategorii zaliczyć można liczne sugestie, że Żydzi (w domyśle wszyscy, gdziekolwiek mieszkający) są bezpośrednio odpowiedzialni za zamach na WTC i Pentagon, a także nazywanie określonych polskich pism pismami "polskojęzycznymi", mruganie okiem do czytelnika z podtekstem: "my i wy dobrze wiemy, kto się za tym kryje", czy wypominanie w określonych kontekstach krytykowanym osobom ich żydowskiego pochodzenia, ich prawdziwych bądź "prawdziwych" nazwisk. Do zawoalowanej mowy nienawiści należą wreszcie częste wypowiedzi na rozmaite sposoby usprawiedliwiające, umniejszające lub negujące samo istnienie tak wypowiadających się - istnienie mowy nienawiści. Rejestracja takich zjawisk wymaga analizowania szerszych, kontekstualnych aspektów wypowiedzi, prześledzenia "intencji" retorycznych i retorycznych strategii autorów. Ujawnia funkcjonowanie rasowych, etnicznych i religijnych stereotypów i uprzedzeń, elementów języka pomówień, na poziomie frazeologii i rozwiniętej argumentacji. Tak czy inaczej, rejestracja mowy nienawiści nie oznacza - co należy mocno podkreślić - żądania, by autorów nienawistnych tekstów ścigał polski czy nawet brukselski prokurator.

Dalej, mowę nienawiści w proponowanym tu rozumieniu należy odróżnić od wszelkiej wyrażanej publicznie wrogości, także tej umotywowanej politycznie. Oczywiście nie włączamy do analizowanego materiału brutalnych polemik prasowych, w których felietoniści obrzucają się nawzajem obelgami. Ale pomijamy też wypowiedzi wyrażające niechęć - a nawet nieskrywaną nienawiść - do określonej formacji politycznej, np. SLD czy Unii Wolności. Jest to też kwalifikacja zbiorowa, ale dotyczy przynależności z wyboru, więc nie spełnia naszego kryterium. Nie bierzemy, przykładowo, pod uwagę wypowiedzi: "tysiące Polaków było przez formację tow. Oleksego bezpodstawnie oskarżanych ("zaplute karły reakcji") i bez sądu więzionych, katowanych i mordowanych" ("Głos" z 27 października 2001), choć jest to nieuzasadniona sugestia, że Józef Oleksy miał ze stalinowskimi zbrodniami coś osobiście do czynienia. Jednocześnie włączamy do analizowanego materiału wierszyk w rodzaju: "Oleksy (do Millera na stronie): Szefie, mej posłuchaj rady / I uwolskie trefne spady / Wykop hen, do Arafata. / Miller (cicho): Chciałbym, Józek, lecz układy / Z finansową mafią świata / Każą mi Starszego Brata / Choćby zyskał ćwierć procenta / Wziąć do rządu i pamiętać, / Że specsłużby mają haka / Na mnie i na prezydenta" ("Nasza Polska" z 3 lipca 2001).

Wreszcie, trzeba odróżniać nienawistną mowę od zwykłego kłamstwa. Konieczność takiego odróżnienia dała o sobie znać szczególnie mocno w trakcie dyskusji o Jedwabnem. W raporcie pomijamy np. stwierdzenia, że "mordowali Niemcy, a nie Polacy", a "Gross kłamie", zamieszczamy natomiast te, gdzie ten ostatni kłamie jako "pachołek komuny", "Żyd" lub "w żydowskim interesie". W wielu analizowanych tekstach pojawiały się inne stwierdzenia dezawuujące lub obrażające ideowo-politycznego przeciwnika, a zarazem jawnie nieprawdziwe. Pomijaliśmy je również, zakładając, że kłamstwo (lub pomyłka) jest zjawiskiem znacznie szerszym od mowy nienawiści - chyba że kłamstwo wkomponowane było w szerszy, nienawistny schemat wyjaśniający, jak np. w takim fragmencie: "tzw. Nagroda Pulitzera, przyznawana publicystom, przypadła kiedyś autorowi obrzydliwej Maus, a niedawno otrzymał ją wojujący antypolsko jezuita z Krakowa, o. S. Musiał, uczestnik osławionej "konferencji genewskiej", na której zawarto z przedstawicielami Bnai- Brith tajną umowę w sprawie usunięcia klasztoru Karmelitanek" ("Nasza Polska" z 4 września 2001).

Mowę nienawiści definiujemy więc: z jednej strony szerzej niż mowę karalną, z drugiej węziej niż ogół deklaracji niechęci powodowanej względami ideowymi, politycznymi itp. Następnie, odróżniamy ją od: po pierwsze kłamstwa, po drugie aktów fizycznej przemocy na tle rasowym, etnicznym i religijnym.

II. Charakterystyka mowy nienawiści

Narracja

Klasyfikacja tematów i nieco statystyki

Prezentowany materiał można w pierwszym rzędzie sklasyfikować tematycznie. I tak, wśród ogółem 589 analizowanych tekstów (Dokumentacja) zwraca uwagę dominacja wątków związanych z Żydami i Izraelem (407 - tu i dalej podajemy w nawiasie liczbę zapisów) i to, że innym narodowościom i krajom poświęcono nieporównanie mniej uwagi. O Niemcach i Niemczech (a także hitlerowcach, Gestapo itp.) mowa, owszem, dość często (131), jednak z reguły w kontekstach żydowskich bądź przywołujących na myśl Żydów, wskutek czego zapisów traktujących o samych Niemcach pozostaje jedynie 28. Jest to po części spowodowane (wystarczy przyjrzeć się kontekstom) koncentracją na zbrodni jedwabieńskiej, w której współwystępują postaci Polaków, Niemców i Żydów. Stosunkowo często pojawiają się też odniesienia do Rosjan, Rosji, ZSRR i Sowietów (100), lecz znów, jak w przypadku Niemców, przede wszystkim jako tło dla rozważań o kwestii żydowskiej. Rzadko w interesujących nas kontekstach występują inne narody, m.in. Ukraińcy (28), Litwini (13) i Białorusini (7).
Statystyka ta jest wymownym dowodem obsesyjnego zaabsorbowania prasy nacjonalistycznej tzw. kwestią żydowską. Inaczej to ujmując, w siedmiu przypadkach na dziesięć mowa nienawiści za cel obiera Żydów, zarówno realnych, jak symbolicznych, wokół Żydów się obraca. Jest to, co warto zauważyć, szczególny, bo patologiczny przypadek szerszego zjawiska, jakim jest paradoksalne - nie pozostające w żadnej rozsądnej proporcji do rzeczywistej żydowskiej obecności - wyczulenie polskiej opinii publicznej na temat żydowski. Wrażliwość ta - miłość, nienawiść, czujność, przewrażliwienie, oczarowanie, fascynacja, lecz nigdy obojętność - znajduje wyraz w skrajnie odmiennych, przyjaznych i nieprzyjaznych formach. Z jednej bowiem strony uliczny festiwal kultury żydowskiej w Krakowie przyciąga od lat tysięczne tłumy, w tym młodzież tańczącą ekstatycznie do późnej nocy przy wtórze klezmerskich kapel z Polski i ze świata, a publikacje o dziejach, folklorze i kuchni żydowskiej mają niesłabnące powodzenie na rynku wydawnictw. Z drugiej jednak, jak wiadomo z licznych studiów naukowych i jeszcze liczniejszych reportaży prasowych, antysemityzm jest w wielu środowiskach naturalną formą nienawistnej ekspresji - "Żydami" nazywa się m.in. graczy i kibiców wrogich klubów piłkarskich, "Żydzi" są też jedną z ważniejszych kategorii pojęciowych języka wszechobecnych graffiti.
Odnosimy wrażenie, że wbudowana kulturowo, bezpostaciowa nieobojętność na temat żydowski, podatność nań, dopuszcza wykorzystanie jej na różne, przeciwstawne sposoby. Oprócz wielu innych przesłanek potrzebny jest jeszcze ostateczny czynnik wyzwalający, ukierunkowujący istniejące emocje w tę lub inną stronę. Taką rolę pełnią wedle nas analizowane pisma narodowo-katolickiej prawicy, kierujące z mniejszym lub większym powodzeniem ów potencjał nieobojętności w antysemickie koleiny.

Patrząc z tej perspektywy na zainteresowania i retorykę pism prawicowych reprezentujących zupełnie inny styl niż pięć analizowanych tu tytułów i z tej racji sytuujących się w bardziej cywilizowanym nurcie dyskursu publicznego - mamy na myśli m.in. "Życie", "Nowe Państwo" i "Frondę" - nie dziwimy się, że tak często powraca w nich tematyka żydowska. Jednak zwłaszcza w przypadku "Frondy" (ważnego intelektualnego kwartalnika poszukującej tożsamości i form wyrazu młodej prawicy) zwraca uwagę płytkość granicy między fascynacją a obsesją. Mimo kolosalnych różnic dzielących te dwa dyskursy, w przypadku "Frondy" jej prawicowa identyfikacja i dążenie do odzyskania narodowej i katolickiej godności - m.in. zdjęcia odium współodpowiedzialności za Zagładę z własnego narodu i Kościoła - sprawiają, że drążąc temat stosunków polsko-żydowskich autorzy tego pisma odwołują się niejednokrotnie do strategii komunikacyjnych i schematów wyjaśniania (będzie o nich mowa w dalszym ciągu) bardzo podobnych do tych, które napotkać można w "Naszej Polsce" czy "Głosie" (por. S. Kowalski, "Wobec Zagłady. O retoryce pamięci i zapomnienia", Przegląd Socjologiczny, Łódź 2001).

Co do nadreprezentacji tematyki żydowskiej w analizowanych pismach, sceptyk może powiedzieć, że jest ona efektem złej metodologii - że wynika nie tyle z natury przedmiotu, co stronniczości autorów i co za tym idzie nieprawidłowej selekcji treści, że gdyby kto inny wziął do ręki te same pisma, uzyskałby, niewykluczone, inne rezultaty. Znaczyłoby to jednak, że przeglądając analizowane tytuły prasowe zbyt często świadomie lub bezwiednie pomijaliśmy mowę nienawiści nie adresowaną do Żydów. Uprzedzając ten zarzut pragniemy zapewnić, że było wręcz przeciwnie - zbici z tropu aż takim nagromadzeniem treści antysemickich z zacięciem kolekcjonera wypatrywaliśmy przykładów innych odmian mowy nienawiści, a natrafiwszy na nie pieczołowicie je odnotowywaliśmy. Nadal nie przekonanych zachęcamy do samodzielnej, starannej lektury omawianych pism.

Kontynuując tematyczno-statystyczną klasyfikację zgromadzonego materiału wymieńmy dalsze, często pojawiające się wątki nie mieszczące się w etnicznych kategoriach, jednak stanowiące istotny, wkomponowany w całość element przekazu, który nazywamy mową nienawiści. Przypomnijmy ogólną zasadę: o umieszczeniu bądź nie umieszczeniu w rejestrze nienawistnej mowy nie decydował napastliwy ton wypowiedzi, ani nawet jej tematyka (o Żydach, o Niemcach, o Unii Europejskiej). Można nie lubić konkretnego Żyda, np. premiera Izraela Ariela Szarona i jego polityki, a nawet dawać temu wyraz w ostrych słowach. Wypowiedzi do tego się ograniczających nie uwzględnialiśmy w naszym wykazie, natomiast uwzględnialiśmy te, w których działania konkretnych Żydów przypisano "żydowskiej naturze", bądź skojarzono w ramach szerszego schematu wyjaśniającego z wątkiem stalinizmu jako żydowskiego dzieła ("żydokomuna") oraz żydowskiej dominacji w polityce, mediach, bankach itp. Nie uwzględnialiśmy więc tekstów, w których wspomniano o żydowskim pochodzeniu stalinowców z MBP, chyba że wskazanie narodowości stanowiło kontekstualną sugestię, iż "natura" dyktowała Żydom wstępowanie do UB i zabraniała tego Polakom.

Podobnie nie włączyliśmy do naszego rejestru wypowiedzi, których autorzy sprzeciwiali się wejściu Polski do Unii Europejskiej i krytykowali, nawet ostro, tę organizację, jej ducha i podstawowe zasady. Do zaliczenia do mowy nienawiści nie uznaliśmy też za wystarczające tego, że ktoś jest po prostu przeciwny równouprawnieniu kobiet, rozdziałowi Kościołów od państwa, prawu do aborcji i eutanazji, homoseksualizmowi czy tzw. sektom. Istotny był sposób, w jaki te poglądy były wyrażane, a więc to, czy wkomponowywano je w schemat, w którym możliwe i potrzebne okazało się wyrażanie zgeneralizowanej nienawiści wobec odpowiednich grup społecznych. I tak, odnaleźliśmy 60 dających się zakwalifikować jako mowa nienawiści wypowiedzi dotyczących Unii Europejskiej, perspektyw integracji Polski z Zachodem i nagannych właściwości zachodniej kultury. W 59 przypadkach mowa była wprost bądź w zawoalowany sposób o spisku przeciwko Polsce, Polakom, katolickiej wierze i wartościom. Mniej miejsca poświęcono obronie patriarchalnej, katolickiej rodziny i atakowaniu feminizmu (12), a także sekt (8).

Wreszcie ostatni, szczególny wątek tematyczny, o którym wypada tu wspomnieć, to negacja samego faktu istnienia antysemityzmu i innych form ksenofobii - odbieranie na wiele sposobów (o których będzie dalej mowa) sensu tym pojęciom. Na tego rodzaju zabiegi natrafiliśmy w co najmniej 103 analizowanych artykułach.

Powyższe wyliczenia nie są oczywiście wyczerpujące, dają jednak wstępne wyobrażenie o poruszanych w omawianych pięciu pismach tematach i ich wzajemnej ilościowej proporcji. Najważniejsze, najczęściej pojawiające się wątki tematyczne omówimy szczegółowo, jednak należy podkreślić, że splatają się one w spójną, nacechowaną znaczną konsekwencją całość, co sprawia, że każde ich wyodrębnienie jest zabiegiem poniekąd sztucznym, podyktowanym celem zewnętrznym względem owych treści, jakim jest próba ich sklasyfikowania i analizy.

Obcość jako wymiar podstawowy

W zebranym materiale najbardziej uderzająca jest nieustanna gotowość czynienia rozróżnień. Wszechogarniającą pasję dzielenia świata ilustruje następujący fragment: "Skoro atoli rozwijają się w Polsce cztery metody życia zbiorowego, mogą też istnieć cztery metody polityczne: żydowska, turańska i bizantyńska, sprzymierzone przeciwko łacińskiej". Najważniejsze rozróżnienie to swój - obcy, naszość - cudzość. Obcość, cudzość, inność ma wyłącznie negatywne konotacje, wszystko co nie jest nasze jest po pierwsze dziwne, po drugie niewłaściwe, po trzecie zagrażające. Główna linia podziału świata przebiega między Polakami i nie-Polakami. Wśród nie-Polaków można wyróżnić trzy różne i różnie traktowane zbiorowości. Do pierwszej należą mniejszości narodowe, przed wojną, dodajmy, uznawane przez znaczną część społeczeństwa i aparatu władzy za obywateli drugiej kategorii, a więc Żydzi, Białorusini, Ukraińcy i Litwini. Są to "swoi" obcy. Druga kategoria to "obcy" obcy, narodowości, których reprezentanci, choć obecni, nie byli rozpoznawani jako zwarta mniejszość narodowa, toteż nie było ugruntowanej tradycji ich lekceważenia. Jest to, umownie rzecz biorąc, Europa, dziś kojarzona także z Unią Europejską pojmowaną jako struktura polityczna i jako zbiorowość kulturalna i aksjologiczna zorganizowana wokół demokratyczno-liberalnego systemu wartości. Szczególnym przypadkiem są tu Niemcy, stanowiący i w przeszłości, i dziś mniejszość zarazem "swoją" jak i "obcą". Niemców nie lubiano, jednak nie traktowano ich z poczuciem wyższości, jak Żydów czy Białorusinów. Również dziś reguły ich opisu w badanej prasie w zasadzie pokrywają się z regułami zarezerwowanymi dla szeroko rozumianej "Europy". Trzecia postrzegana przez autorów kategoria nie-Polaków to mniejszości obyczajowe, czyli homoseksualiści, feministki, ludzie z kolczykiem w uchu, członkowie sekt, "postmoderniści" i libertyni, transwestyci, amatorzy metalowego rocka i inni. W tej wizji świata "Europa" może z jednej strony prócz swoich własnych realizować zamysły Żydów i Niemców, z drugiej zaś okazuje się tożsama ze zbiorowością homoseksualistów, feministek, ludzi z kolczykiem w uchu itd. Poszczególne kategorie nie-Polaków częściowo pokrywają się, a jeśli nawet nie, to pozostają w związku wzajemnym jako elementy jednej, szerszej całości. Bowiem wszystko się łączy ze wszystkim przeciwko polskości.
Rys. 2

W powyższym diagramie pojawią się dwie dodatkowe istotne kategorie: Polacy jako my i Polacy jako oni. Pierwsza, po prawej, to po prostu Polacy, aksjologiczno-religijno-etniczny monolit. Jednak, jak łatwo zauważyć, pewien kłopot sprawia omawianym autorom wynikająca z potocznej obserwacji wiedza o tym, że Polacy nie są jednakowi, np. często opowiadają się za integracją z Unią Europejską, ba, czytują "Gazetę Wyborczą" i "Nie", noszą kolczyk w uchu, a niektórzy są homoseksualistami. Dysonans poznawczy wymusza podział na dwie wspomniane podkategorie. Polacy jako oni nie są prawdziwymi Polakami. Zakwestionowanie ich polskości dokonuje się w badanych tekstach na rozmaite (omówione dalej) sposoby. To co własne i bliskie otrzymuje niezmiennie znak dodatni, to co cudze i obce - znak ujemny. Piszący nie biorą na siebie odpowiedzialności za ów podział - ich zdaniem powstał on w wyniku działania obcych, zainteresowanych deprawowaniem lub wynaradawianiem polskiego społeczeństwa i podszywających się podstępnie pod Polaków. Należy przy tym podkreślić, że wykluczenie następuje wyłącznie na mocy decyzji piszących, żaden akces własny ani własne poczucie tożsamości tych, o których mowa nie ma tu znaczenia.

Polacy występujący w tekstach jako my są zbiorowością z natury łagodną, wielkoduszną, organicznie niezdolną do kłamstwa i podłości. Rodowodowo pochodzą od akowców i zesłańców. Są niezłomnie wierni Kościołowi, dzięki temu czyści moralnie. Są jednak przy tym uciemiężeni przez wrogów i z powodu swej szlachetności bezbronni. Polacy jako oni wzorują się na obcych, za pieniądze albo z głupoty służą ich interesom i przejmują ich punkt widzenia. Jeśli są przekupieni, często okazuje się, że w ogóle nie są prawdziwymi Polakami. Celem odseparowania przypisuje się im stalinowski lub trockistowski rodowód, obciąża winą za wojenne i powojenne prześladowania akowców, księży i oficerów, za zbrodnie UB i KGB. Kwestionuje się prawdziwość nazwisk, sugeruje skazy na rodowodach. Domysły natury genealogicznej wyjaśniają różnorodność politycznych postaw Polaków. Rozwiązłość, pijaństwo, wandalizm, ateizm, deprawacja, libertynizm, euroentuzjazm i popularność "Gazety Wyborczej" pojawiły się w społeczeństwie polskim za sprawą obcych i rozpleniły się dzięki nieprawdziwym Polakom, wykluczonym symbolicznym gestem ze zbiorowości, którą nazwano tu "Polacy jako my" i działającym ramię w ramię z innymi obcymi. Istotną rolę w tej ekspansji zła odgrywają środki przekazu nazywane przez piszących "polskojęzycznymi" w nawiązaniu do przedwojennego, w tamtym czasie jeszcze nie nacechowanego emocjonalnie określenia prasy wydawanej przez Żydów dla Żydów w języku polskim. Zarazem zabieg, o którym mowa służy eksternalizacji zła: wszystko, co niegodziwe (faktycznie bądź mocą arbitralnej kwalifikacji) usunięte zostaje poza obręb prawdziwej polskości.

Obcość Żydów i innych mniejszości

Najsilniej akcentowana jest obcość Żydów. "[Wiele przykładów] pokazuje przepaść między zestawem katolickich i żydowskich wartości czy aksjomatów. Wszystko to upewnia nas, że nie można mówić o czymś takim, jak wspólne judeochrześcijańskie korzenie" ("Nasz Dziennik" z 13-14 października 2001). "Autorzy napisu nazwali nawet jedwabieńskich Żydów "współgospodarzami tej ziemi" chociaż przez wieki panowało powszechne przekonanie, że mają oni w Polsce status gości" ("Nasz Dziennik" z 6 czerwca 2001). Nie ma zatem ani wspólnych korzeni, ani wspólnej ziemi.
Żydzi (lub inna mniejszość lecz zwłaszcza oni) mają zawsze i wszędzie te same cechy - za czasów Chrystusa i w średniowieczu, w wieku XIX, XX i XXI, na Wołyniu, Warszawie, Paryżu i Nowym Jorku, w Hiszpanii w dobie Inkwizycji, hitlerowskich Niemczech, stalinowskiej Polsce i we współczesnym Izraelu. W identyczny więc sposób, jako ponadczasowy kolektyw rozproszony po kontynentach, krajach i epokach, Żydzi religijni i całkiem świeccy, pół-Żydzi i ćwierć-Żydzi, odpowiadają za wszelkie zło wyrządzane tam i wtedy lub tu i teraz innym, w domyśle wolnym od ich wad narodom. Perspektywa ta pozwala np. łączyć w jeden ahistoryczny schemat wyjaśnień polsko-żydowskie dzieje przedwojenne i wojenne z obecną polityką Izraela wobec Palestyńczyków.
Cechy właściwe Żydom (Litwinom, Białorusinom, Ukraińcom) rzadko wymienia się wprost, co nie znaczy, że piszący są niechętni stereotypom albo że nie mają wyobrażeń na temat owych cech. Nie sądzimy, by ulegali presji poprawności politycznej, tak często przez nich wyszydzanej - raczej jest to przejaw pewnej ostrożności w zakresie form wyrazu, świadomy wybór strategii komunikacyjnej polegającej na "mruganiu okiem", dawaniu czytelnikowi pewnych rzeczy do zrozumienia (por. Schematy argumentacyjne i wyjaśniające, niżej). Warto dodać, że w pismach jeszcze skrajniejszych, pominiętych w tym opracowaniu, epitety są, wprost przeciwnie, podstawową formą komunikacji, i to jest właśnie najbardziej widoczna różnica między pominiętymi tu pismami uznawanymi za skrajne i marginalne a tymi powszechnie dostępnymi, których dotyczy niniejsze opracowanie. W omawianym przypadku, jeśli epitet pada, z reguły dotyczy poszczególnych reprezentantów występujących w tekście pod nazwiskiem lub anonimowo, nie zaś zbiorowości. Chcąc wyrazić swoje opinie o Żydach, Litwinach, Białorusinach i Ukraińcach jako grupach, piszący zastępują go przypowieścią albo informacją. Przypowieść dotyczy jednostkowych losów, często przybiera formę wspomnienia; informacja dotyczy faktów historycznych; zarówno przypowieść jak informacja służą ilustracji cech, których piszący przeważnie nie nazywa, chroniąc się w ten sposób przez zarzutem antysemityzmu (antyukrainizmu, itd.), a przede wszystkim dając dowód łagodności i wielkoduszności, zalet, którymi mogą poszczycić się Polacy jako my. Wśród tekstów poświęconych mniejszościom temat żydowski zdecydowanie wysuwa się na pierwszy plan, pochłania najwięcej uwagi i energii piszących, wydaje się opracowany w sposób najbardziej wszechstronny (por. Kwalifikacja wątków i nieco statystyki).

Badana przez nas prasa głosi zgodnie, że w Polsce nie występuje problem antysemityzmu. Antysemityzm kłóciłby się zresztą z wizją Polaków jako zbiorowości przede wszystkim wielkodusznej: wymyślony został po to, żeby Polskę skompromitować. Istnieje co najwyżej zagrożenie antysemityzmem, związane z zachowaniem Żydów, żądających dla siebie i dla swoich zmarłych uwagi i współczucia. (Jeśli Żydzi będą dalej tego żądać, w Polsce zrodzi się w końcu antysemityzm, grożą autorzy). Co do uwagi i współczucia stanowisko większości autorów jest następujące: nie należą się one Żydom, po pierwsze dlatego, że Polacy też ucierpieli, po drugie dlatego, że Żydzi są sami sobie winni. Jeśli owo nieuzasadnione żądanie współczucia nie zostanie przez nas bardzo kategorycznie odrzucone, Żydzi w następnej kolejności zażądają pieniędzy, ostrzegają dalej autorzy tekstów.

Jeśli mówimy o "żądaniach Żydów", nie mamy tu na myśli żądań rzeczywiście wysuwanych przez Żydów lub organizacje żydowskie, chodzi nam o te, które w omawianej przez nas prasie są Żydom przypisywane, w formie, w jakiej się je przytacza. Przytoczenie owych żądań, nawet bez komentarza, albo zwłaszcza bez komentarza, porusza emocje czytelnika, którego istnienie słusznie zakładają piszący: wyposażonego w klucz, jakim jest znajomość uzgodnionego (w sąsiednich tekstach, w tekstach sprzed kilku lat i w rozmowach przy stole na imieninach ciotki jeszcze za PRL) schematu narracyjnego służącego opisowi stosunków polsko-żydowskich w przeszłości. Nieusuwalna obcość Żydów (i wszelkich mniejszości) jest bardzo ważną okolicznością tych stosunków. Oto główne elementy owego schematu:

1. Przygarnięcie Żydów, Ukraińców, Litwinów itd. przez Polskę było dla tych narodów dobrodziejstwem, cała zasługa przypada Polakom.

2. Żydzi (lub inna mniejszość) jako ogół nie okazali wdzięczności, przy każdej okazji intrygowali przeciwko Polsce, dręczyli jej ludność poprzez wyzysk (lub przemoc fizyczną) i współpracowali z jej wrogami, a mimo to byli przez Polaków traktowani jak najlepiej i w potrzebie wspomagani z poświęceniem.

3. Po ostatniej wojnie Żydzi (inne mniejszości) nie zaprzestali prześladowania Polski i Polaków.

Każdy z trzech elementów schematu wymaga dodatkowych wyjaśnień, których zresztą dobrze przygotowany wirtualny czytelnik potrafi sam sobie udzielić - dlaczego Żydzi lub inna mniejszość i Polacy postępowali właśnie tak, jak przedstawia to schemat. Odgadując odpowiedzi na to pytanie, docieramy do stereotypów Żyda i Polaka. Ten całościowy model stosunków polsko-żydowskich, aby ustrzec się gołosłowności, potrzebuje także wielu jednostkowych przykładów Żyda i Polaka oraz grup Żydów i Polaków działających zgodnie ze schematem, został więc obudowany licznymi narracjami spełniającymi jego wymogi, osadzonymi w realiach historycznych. Modele stosunków polsko-ukraińskich, polsko litewskich itd. są oparte na tym samym podstawowym schemacie, ewentualnie z wyłączeniem jakiegoś elementu, mniej rozbudowane w zakresie rozwinięć faktograficznych i uzupełnione stereotypami zawierającymi trochę inne (choć zbliżone) treści; nie zawierają jednak żadnych elementów dodatkowych.

Aby zrozumieć, dlaczego przygarnięcie przez Polskę było dla Żydów i innych mniejszości dobrodziejstwem, trzeba wiedzieć, że przed wiekami Żydzi nie mieli nie mieli gdzie się schronić, Polska udzieliła im gościny, gdy nikt ich u siebie nie chciał. Dla Litwinów natomiast i Rusinów przygarnięcie przez Polskę oznaczało niesłychany awans cywilizacyjny, w inny sposób nieosiągalny. Sformułowanie o udzieleniu gościny pada często. W dosłownym sensie oznaczałoby to przyjęcie obcych pod własny dach i dzielenie się chlebem; piszący nie sugerują, że tak było, pomijają jednak fakt, że Żydzi osiedlali się w Polsce w czasach, kiedy nie strzeżono granic i nie reglamentowano migracji; użycie słowa "gościna" zabarwia opis pozytywnymi konotacjami tego słowa. Dopiero dziś przyjmowanie obcych łączy się z obowiązkiem zapewnienia im miejsc pracy i innych przywilejów przez rządy państw, wywołuje też protesty grup obywateli, które mogą czuć się obecnością "obcych" zagrożone. Opis sugeruje, że przed wiekami "przygarnięcie" Żydów (lub innych mniejszości) wymagało od narodu poświęceń (do których Polacy jako my są zawsze gotowi w imię miłości bliźniego).

Istnieją więc gdzieś poza tekstem, w świadomości wirtualnego czytelnika, listy cech, wyjaśniające wrogość mniejszości żydowskiej i innych do kraju, od którego zaznały tylko dobra. Właśnie takie listy cech są treścią stereotypów. Powstanie stereotypu nie jest bowiem dziełem przypadku ani niczyją pomyłką, którą można by naprawić przez wyjaśnienia na poziomie racjonalnym. Jest koniecznością, wymusza je potrzeba wzmocnienia wątlejszych punktów pewnej konstrukcji o charakterze tyleż poznawczym, co emocjonalnym. Stereotyp wyjaśnia np. dlaczego w myśl schematu narracyjnego Żydzi podczas rozbiorów kolaborowali z zaborcą, a podczas okupacji z okupantem, dlaczego próbowali storpedować odzyskanie niepodległości przez Polskę w 1918 roku a po roku 1945 sami przejęli rolę zaborcy i okupanta, dlaczego Litwini, Ukraińcy itd. zawsze szkodzili Polsce i Polakom. Jakieś wytłumaczenie zachowań mniejszości jest potrzebne, a podważanie prawdy o ich winach budzi wrogość jako ingerencja w emocjonalny porządek struktur poznawczych, które przecież czemuś służą. Otóż więc nienawiść Żydów do Polski bierze się z naturalnej obcości, z nakazów religijnych, z niewdzięczności, z chciwości i wyrachowania. Nienawiść Litwinów, Białorusinów i Ukraińców z ich naturalnego okrucieństwa, z ich zasadniczo niższej kultury, z wrodzonej gruboskórności.

W myśl przedstawionego schematu po wybuchu wojny Żydzi zaczęli więc służyć gorliwie okupantowi radzieckiemu. Posługiwali się strukturami nowej władzy, by prześladować Polaków, zwłaszcza oficerów i Kościół. Chętnie zagarniali polskie mienie. W dużych zbiorowościach znajdą się przykłady na wszystko, generalizacja powołuje do życia prawdy ogólne. Aby jednak wypełniać dobrze swoje zadanie kojenia emocji, schemat musiał w ostatnich latach, po ujawnieniu niepokojących okoliczności stosunków polsko-żydowskich podczas ostatniej wojny, wyjść poza dotychczasowe środki, sprowadzające się do generalizacji. Musiał dostarczyć przykładów win nowego typu, popełnionych przez Żydów w tamtym okresie, by w ten sposób lepiej zrównoważyć rachunki. Tak więc Żydzi zaczęli się w relacjach historycznych łączyć w bandy uzbrojone przez Sowietów i napadać na polskie wsie, mordując mieszkańców bez litości, jak to czyniły inne mniejszości od dawna pod różnym dowództwem. Hitlerowcom Żydzi także służyli gorliwie, podobnie jak Litwini, Białorusini, Ukraińcy. Żydowscy kolaboranci sami w znacznej mierze wymordowali mieszkańców gett i więźniów obozów koncentracyjnych, wykazując się okrucieństwem nie mniejszym niż esesmani. Dowiadujemy się, że powstanie w getcie warszawskim zostało zorganizowane przez AK, że Żydzi nie tylko nie chcieli w nim walczyć, lecz zgoła sabotowali je sprzedając na Kercelaku przekazaną im broń. Żydzi zagrażali również Polakom. Szpiclowali ruch oporu na zlecenie gestapo i donosili Niemcom na Polaków przechowujących Żydów. Mimo to Polacy masowo ratowali Żydów czyniąc dla nich więcej, niż Żydzi uczynili dla własnych braci. Oddawali im jedzenie, choć sami głodowali, poświęcali życie swoje i swoich rodzin. Szczególnie liczne są wspomnieniowe wariacje na temat Żydówki, której oddawano ostatnią kromkę chleba i która nigdy nie podziękowała za ocalenie. Polacy także byli prześladowani przez Niemców i ostatecznie padli ofiarą takiej samej eksterminacji. Ich poświęcenie w tych okolicznościach da się wyjaśnić tylko cechami zawartymi w stereotypie Polacy jako my. Warianty są tu wynikiem różnych prób wyjaśnienia, dlaczego tak wielu Żydów zginęło podczas okupacji. Schemat oferuje dwie możliwości. Pierwsza sprowadza się do udowodnienia, że wcale nie tak wielu zginęło, jak się powszechnie sądzi. Czytamy, że liczby są zawyżone, że co do komór gazowych nie można mieć pewności i że na przykład w Warszawie więcej Żydów się uratowało niż zginęło. Druga rozbudowuje wątek represji, dodaje wyjaśnienie, że tylko Polacy byli karani śmiercią za pomaganie Żydom, niekiedy już za podanie Żydowi kromki chleba. Tu także w schemacie powstaje napięcie, ponieważ nikt nie był karany śmiercią za przechowywanie Polaków, a przecież padli oni ofiarą takiej samej eksterminacji. Przed tego typu napięciami schemat broni się pewnym rozluźnieniem, mogą w nim funkcjonować różne sprzeczne prawdy, nie wchodząc sobie nawzajem w paradę, a to dzięki temu, że wszystkim razem zmniejsza się dawkę uwagi: mamy mianowicie na głowie sprawy ważniejsze, bo nasze własne.

Jak głosi uzgodniona narracja, holokaust się Żydom w ogólnym rachunku opłacał, toteż międzynarodowe żydostwo nie kiwnęło palcem dla ratowania swoich braci. Co istotne, braćmi Żydów są zawsze Żydzi, nigdy Polacy. Bratem sklepikarza z Kresów jest bankier z Nowego Jorku, a nie sąsiad, także sklepikarz. Po wojnie Żydzi zaczęli masowo prześladować Polaków wykorzystując do tego celu aparat partii i państwa. Prześladowali zwłaszcza akowców i księży. Skala tych zbrodni jest ogromna. Urządzali prowokacyjne antyżydowskie ekscesy, żeby skompromitować Polaków za granicą robiąc z nich antysemitów. W 1968 roku wykorzystali nadarzającą się okazję do ucieczki za granicę. W ten sposób zapewnili sobie bezkarność po popełnionych przez siebie stalinowskich zbrodniach. Obecnie wracają po kryjomu, nie przyznając się do swojego pochodzenia, pod zmienionymi nazwiskami. Ich zamiarem jest zrujnowanie Polski, żeby ją potem wykupić za bezcen. Do swoich celów wykorzystują struktury Unii Europejskiej. Kontrolują z powodzeniem polskie i światowe media.

W myśl tej narracji Żydzi próbują ukryć prawdę o sobie, bo to przeszkadzałoby w wydarciu Polakom ich skromnych oszczędności. Stereotyp ujawnia motywacje obu stron: Żydzi chcą pieniędzy za wszelką cenę, i aby osiągnąć swoje cele za zgodą Europy i Ameryki, muszą zakłamać prawdę o stosunkach polsko-żydowskich; Polacy jako my chcą nagłośnienia całej prawdy o Żydach, bo tylko ona może ich uratować. Tak oto antysemityzm nie istnieje, pojęcie jest nieporozumieniem, słowo nic nie znaczy. Ten zaś, kogo oskarża się o antysemityzm, okazuje się niewinną i bezbronną ofiarą. Posiadanie przez czytelnika ugruntowanej, całościowej wiedzy o obcości, winach i intencjach jest warunkiem pojmowania wszelkich aluzji i znaczących przemilczeń w poszczególnych tekstach badanej prasy.

Czasami równie ciekawa, jak treści pojawiające się w tekstach, może być konsekwentna nieobecność tego czy innego wątku. Tak jest i tutaj. Warto zwrócić uwagę na niemal zupełną nieobecność Rosji jako osobnego tematuw omawianych pismach. Mimo że historia najnowsza zajmuje w nich niesłychanie dużo miejsca, Rosjanie i ZSRR pojawiają się głównie w tle zbrodni żydowskich (żydokomuna), przyznany jest im status taki, jakim się cieszą siły przyrody, do których nie sposób kierować pretensji i oskarżeń. Praktycznie nie spotkaliśmy przykładów nienawistnej mowy spełniających założone kryteria, a odnoszących się do Rosjan czy Sowietów. Wynika to zapewne z tego, że ich wina traktowana jest jako oczywistość - jest jak powiedziałby Alfred Schutz, taken for granted ("wiedza podręczna traktowana, aż do odwołania, jako nie podlegająca dyskusji, to znaczy taka, w którą się nie wątpi", por. "Potoczna i naukowa interpretacja ludzkiego działania", w: E. Mokrzycki (red.) Kryzys i schizma, tom 1, PIW, Warszawa 1984, s. 143). Wina Żydów jest, przeciwnie, nieoczywista - wymaga ujawnienia i dlatego angażuje tyle uwagi i emocji.

Obcość Europy

Stosunki między Polską a państwami zachodniej Europy również ujęte są sztywny schemat narracyjny, który można przedstawić następująco:
1. Europa zawdzięcza Polsce, przedmurzu chrześcijaństwa, swoje przetrwanie.
2. Europa zdradziła Polskę po raz pierwszy w dobie rozbiorów, po raz drugi w roku 1939 i po raz trzeci w Jałcie.

3. Dziś tak jak dawniej Europa nie chce Polski, zamierza ją oszukać, zniewolić i wykorzystać.

Warto zauważyć, w jakim punkcie ten schemat jest zbieżny z przedstawionym w poprzednim rozdziale, a dotyczącym spraw polsko-żydowskich, polsko-ukraińskich itd.: otóż tym wspólnym elementem jest temat krzywdy i zdrady. Tutaj, tak samo jak tam, Polska jest niewinną ofiarą. Oba schematy są nie tylko komplementarne - są w istocie częścią albo raczej sytuacyjnym uszczegółowieniem jednego, nadrzędnego schematu.

Jakkolwiek wątek Europy i Zachodu pojawia się tu i ówdzie przy